Filip Przymusiński i jego Vanguard

Utworzył: / poniedziałek, 12 Wrzesień 2016 / Aktualności

IMG_7598-Large

W ostatnich latach miałem okazję pływać w kilku najwyższych modelach pianek topowych producentów. Każdy z posiadanych przeze mnie neoprenów miał coś, co mi się bardzo podobało, ale i coś, co mnie drażniło. Przetestowałem niedawno dwie pianki francuskiego producenta ZeroD – model Vanguard oraz Neptune. Wreszcie znalazłem to, czego szukałem!

Żeby nie być gołosłownym, powiem szczerze, w czym pływałem wcześniej i właśnie do tych pianek będę się odnosił. Były to: Helix – najwyższy model Blueseventy (cena 2599 zł) oraz G-Rrange, flagowy produkt  marki Sailfish (cena 2850 zł). Testowany przez mnie Vanguard kosztuje 1540 zł, a więc taniej niż u konkurencji. Może dlatego, że jest to drugi od góry model. Za najwyższy – Vflex – zapłacimy 2100 zł. Dlaczego porównuję drugi w kolejce model z najwyższymi innych marek? W niczym od nich nie odbiega zarówno w kwestii użytych materiałów, jak i technologii. W zasadzie najwyższe modele poszczególnych producentów są do siebie bardzo zbliżone, a skoro nie ma różnic, to po co przepłacać? Co odróżnia Vanguard od Vflex ? W tym drugim panele chwytające wodę zastąpiono „plastikowymi łuskami”. Podobne wstawki znajdziemy na łydkach. Mnie w zupełności starczają panele chwytne, jakie oferuje Vanguard, więc zdecydowałem się właśnie na niego. W innych aspektach nie widzę tu znaczących odstępstw.

G-Range vs Helix vs Vanguard – niby wszystkie topowe pianki triathlonowe są takie same, ale jednak nie do końca. Diabeł tkwi w szczegółach, czyli…

Swoboda

G-Range od początku rzucił mnie na kolana niespotykaną wcześniej nigdzie miękkością oraz oferowana swobodą ruchów. To zdecydowanie największy atut tej pianki. Wiąże się to, niestety, z delikatnością i podatnością na uszkodzenia, ale coś za coś. Właściciel musi po prostu bardziej o nią dbać. Przesiadka na Helixa była tutaj smutnym doświadczeniem. Niby też neopren Yamamoto 39, cieńsze panele na barkach, ale jednak coś było nie tak. Ucierpiała swoboda ruchów, przez co nie czułem się już tak samo. Vanguard od ZeroD – totalne zaskoczenie. Już zakładając piankę na sucho, czułem, że jest niesamowicie elastyczna. Jeszcze lepiej wygląda to w wodzie, kiedy pianka się ułoży. Bardzo miłym doznaniem jest komfort ruchów ramion, który można spotkać także w G-Range’u.

Ściąganie

Jak to z piankami bywa – każdą kiedyś trzeba zdjąć. O ile z Helixem nie miałem kłopotów, o tyle w produkcie Sailfish kilka razy ściągnąłem neopren razem z chipem. Pomógł dopiero drastyczny zabieg polegający na wycięciu nożyczkami z tyłu nogawki podkówki o szerokości 1-2 cm. Wtedy otwór wokół kostki wreszcie przestał „więzić”. Jeśli chodzi o produkt ZeroD, to tutaj już zakładając piankę na łydki, czułem swobodę. Nawet się zastanawiałem czy przypadkiem nie zamówiłem towaru za dużego o jeden rozmiar. Jednak nie – wszystkie pozostałe obwody były idealnie spasowane. Nie wiem czy wynika to z innych nieco proporcji łydki do uda niż u konkurencji, czy może specjalnej konstrukcji klina, który poprawia elastyczność pianki na łydkach. Efekt jest także, że w czasie pływania nie czuję się luźno, zaś samo ściąganie to czysta poezja. Jedna nogą przydeptuje piankę, a drugą się oswobadzam. Z racji tego, że ręce mam wolne, w tym samym czasie zakładam kask.

IMG_1686-Large

Zamek

Wytrenowany zawodnik ma w barkach taką ruchomość, że zamek zapinany czy to od góry, czy od dołu nie robi mu różnicy. Osobiście, u mnie jest podobnie, jednak mimo wszystko bardziej cenię sobie zamki zapinane z góry do dołu. Dlaczego? Nie ma wówczas ryzyka, że ktoś niechcący zahaczy mnie za sznurek, rozepnie mi piankę przy szyi i zmieni mój uniform do superszybkiego pływania w strój oporowy – a tak już mi się kilka razy przytrafiło. Gdy tak się stało, to albo walczyłem dalej nabierając litry wody, albo musiałem się zatrzymać i poprawiać zapięcie.

Z zamkiem zamykanym z góry do dołu jest jeszcze ten plus, że sam suwak zawsze jest dość dużym elementem. Taka wręcz piłeczka golfowa na karku może powodować pewien dyskomfort czy przyczyniać się do otarć szyi u osób z wrażliwszą skórą. Lepiej, gdy suwak jest na krzyżach niż na karku.

Odpinanie: łapię sobie ręką dół pleców i tam mam początek sznurka. Dalej, przenosząc rękę w górę, przesuwam dłoń, zaciskając ją na końcu sznurka i jednym ruchem odpinam zamek. Gdy zapięcie mam na karku, muszę najpierw złapać sznurek, a potem wykręcać rękę, by jego koniec pociągnąć w dół, jednocześnie drugą ręką trzymając kołnierz napięty. Istnieje bowiem ryzyko, że bez tej asekuracji zakleszczę się w piance.

Jak pisałem wcześniej, dla wprawnego zawodnika zamek nie robi różnicy. Dla amatora z mniejszą ruchomością w barkach polecałbym zamek zapinany z góry do dołu. Jego jedyną wadą jest to, że przy zakładaniu potrzebna jest jednak pomoc drugiej osoby. Vanguard oraz Helix mają właśnie zamki zapinane z góry do dołu, Seilfish – odwrotnie.

IMG_1690-Large

„Stylówa”

O gustach się nie dyskutuje. Jednemu dane wzornictwo się podoba, drugiemu nie. Triathloniści to raczej charaktery które lubią być widoczne. To samo można powiedzieć o produkcie ZeroD. Rzuca się w oczy z kilometra i nie sposób jej nie zauważyć. Gdyby jednak dla kogoś kolorystyka była zbyt krzykliwa, zawsze może skłonić się ku wersji Black, gdzie logo są w kolorze czarnym.

Podsumowanie

Pianka Vanguard wyprodukowana przez ZeroD to produkt łączący w sobie najlepszy cechy konkurentów takie jak elastyczność, łatwość zdejmowania czy rozwiązania z zamkiem. Specjalnie nie skupiałem się tu na technologiach, bo często potrzeba badań laboratoryjnych, by udowodnić wyższość jednego patentu nad drugim, a przełożenie na wynik jest żadne. Skupiłem się na najważniejszych aspektach, z jakimi spotyka się na co dzień zwykły użytkownik i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Vanguard niczym nie odbiega od najwyższych modeli konkurencji, przy czym wystrzega się błędów, jakie występują w innych piankach. Dostępny jest zarówno w wersji męskiej, jak i damskiej. Jeśli do tego porównamy jeszcze cenę, to mamy zdecydowanie jeden z najlepszych produktów na rynku.

PS Jako ciekawostkę dodam, że oprócz Vanguarda dostałem także piankę model niższą – Neptune. Jej cena to 1190 zł, więc oferta łapie doskonały stosunek ceny do jakości. Pianka jest delikatnie sztywniejsza niż Vanguard, jednak dla amatora jest to różnica niewyczuwalna i niewpływająca na wynik. Zaletą jest także mocniejsza konstrukcja, bo pianka staje się bardziej odporna na uszkodzenia mechaniczne. Neptuna używam więc jako piankę treningową, np. na jeziora, zaś na starty zakładam Vanguarda. Zawsze z ZeroD!

IMG_1089-Large

Cały zestaw warto też uzupełnić o czepek neoprenowy ZeroD. Jest to niewielki koszt, a bardzo dużo daje przy chłodniejszej wodzie.

Autor: Filip Przymusiński
Facebook: Filip Przymusiński
Zdjęcia: Jerzy Stankowski, Filip Przymusiński

DO GÓRY